|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
 |
|
|
Hostujemy strony o grach |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
 |
|
|
Polecane strony |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.
|
| |
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|  |
|
|
|
|
|
| Fragment najnowszej książki Magdy Parus
| |
Lada dzieÅ„ bÄ™dzie miaÅ‚a miejsce premiera książki Magdy Parus pt. „Wilcze dziedzictwo: ukryte cele”, która siÄ™ ukaże nakÅ‚adem Agencji Wydawniczej RUNA. Już teraz jednak zapraszamy do lektury pierwszego rozdziaÅ‚u tej książki:
– Emily.
Dziewczynka obejrzała się, zaskoczona. Przez moment miała wyraz twarzy osoby przyłapanej na niedozwolonym zajęciu, zaraz wszakże uśmiechnęła się pogodnie i wstała, odkładając na bok książkę. Orianie mignęła okładka, zbyt kolorowa jak na podręcznik matematyki, który zresztą zauważyła w tym momencie na ogrodowej ławce.
Emily wyszła na dziedziniec, żeby w ramach porannych lekcji przygotować się do popołudniowego testu z matematyki, a tymczasem czytała kryminał. Oriana powstrzymała się od komentarza. Jej podopieczna umiała przekonująco argumentować, okazałoby się więc zapewne, że kryminał stanowi jedynie krótki przerywnik w nauce, dzięki któremu przyswajanie wiedzy idzie małej znacznie sprawniej, względnie, że dziewczynka opanowała już cały materiał. Jeśli wynik testu będzie rozczarowujący, Oriana poruszy kwestię relacji obowiązek-przyjemność. Na razie zdecydowała się na inny rodzaj reprymendy.
– ChodzÄ™ cicho, ale nie bezszelestnie – powiedziaÅ‚a chÅ‚odno. – PowinnaÅ› zawsze nasÅ‚uchiwać odgÅ‚osów pÅ‚ynÄ…cych z otoczenia, bez wzglÄ™du na to, jak absorbujÄ…cÄ… czynność akurat wykonujesz.
– Przepraszam, mistrzyni. – Emily pokornie spuÅ›ciÅ‚a gÅ‚owÄ™. – BÄ™dÄ™ nad tym pracować.
Oriana leciuteńko zmrużyła oczy. Niekiedy irytowała ją przesadna grzeczność małej, tak ugładzona, że aż sztuczna.
– Mistrz Lars odwoÅ‚aÅ‚ dzisiejsze zajÄ™cia – poinformowaÅ‚a podopiecznÄ… Oriana. – ProsiÅ‚, żebym go zastÄ…piÅ‚a, zrobimy wiÄ™c sobie lekcjÄ™ historii.
– SpoÅ‚ecznoÅ›ci? – upewniÅ‚a siÄ™ Emily.
Przez chwilÄ™ Oriana chciaÅ‚a zaprzeczyć, dla czystej satysfakcji sprawienia maÅ‚ej kolejnego zawodu – pierwszym byÅ‚a wiadomość o odwoÅ‚aniu zajęć z Larsem. Nie lubiÅ‚a tego dziecka, ale przecież Emily nie ponosiÅ‚a winy za ów stan rzeczy. Oriana nie znosiÅ‚aby każdego dziecka, jakie powierzono by jej opiece.
– Tak – powiedziaÅ‚a, siadajÄ…c na Å‚awce. RzeczywiÅ›cie zaplanowaÅ‚a lekcjÄ™ z historii spoÅ‚ecznoÅ›ci. WskazaÅ‚a dziewczynce miejsce obok siebie. – Gotowa? SkoÅ„czyÅ‚yÅ›my na Anthonym. Przekonajmy siÄ™, ile zapamiÄ™taÅ‚aÅ›.
Emily zmarszczyła w skupieniu czoło i zaczęła recytować życiorys najsłynniejszego lidera europejskiej społeczności. Nie dysponowała żadnymi materiałami, jako że wiedzy na temat społeczności nie wolno zapisywać na papierze, choćby takie notatki miały posłużyć jedynie utrwaleniu wiadomości, by zaraz potem ulec zniszczeniu.
Zdaniem Oriany Anthony nie byÅ‚ szczególnie wybitnÄ… postaciÄ…, a jedynie objÄ…Å‚ stanowisko lidera w wyjÄ…tkowym czasie. WykazaÅ‚ siÄ™, integrujÄ…c europejskÄ… spoÅ‚eczność w zawierusze II wojny Å›wiatowej, a rok po jej zakoÅ„czeniu zginÄ…Å‚ od wybuchu niewypaÅ‚u, pozostawiajÄ…c trudnÄ… i nudnÄ… robotÄ™ organizacyjnÄ… swoim nastÄ™pcom, których imiona maÅ‚o kto teraz pamiÄ™taÅ‚. Jednakże mÅ‚odym Å›wiadomym podawano Anthony’ego za wzór, Oriana zaÅ› nie widziaÅ‚a powodu, żeby przedstawiać dziewczynce wersjÄ™ odmiennÄ… od oficjalnej.
– On naprawdÄ™ zginÄ…Å‚ od bomby? – zapytaÅ‚a Emily, gdy dotarÅ‚a do finalnego punktu życiorysu wielkiego lidera. – No bo w trakcie wojny, to rozumiem, ale rok po nastaniu pokoju...
Oriana przyjrzaÅ‚a siÄ™ maÅ‚ej spod oka. Niekiedy dziewczynka wykazywaÅ‚a siÄ™ szokujÄ…cÄ… przenikliwoÅ›ciÄ…. Chociaż może zadaÅ‚a pytanie ze zwykÅ‚ej ciekawoÅ›ci, nie sugerujÄ…c bynajmniej, że to kapÅ‚ani usunÄ™li Anthony’ego, ujrzawszy w nim zagrożenie dla swoich wpÅ‚ywów w spoÅ‚ecznoÅ›ci. PrawdÄ™ mówiÄ…c, nawet zapoczÄ…tkowane przezeÅ„ dzieÅ‚o nie do koÅ„ca byÅ‚o pożądane. PodlegÅ‚e kapÅ‚anom sÅ‚użby funkcjonowaÅ‚y od wieków sprawnie, na ponadnarodowÄ… skalÄ™, a manipulowanie szarymi czÅ‚onkami spoÅ‚ecznoÅ›ci przebiegaÅ‚o Å‚atwiej, kiedy czuli siÄ™ oni zagubieni w ludzkim Å›wiecie. Anthony tchnÄ…Å‚ w nich wiarÄ™ w siebie. Zarazem jednak owych zmian nie daÅ‚o siÄ™ uniknąć. Gdyby byÅ‚o inaczej, kapÅ‚ani by do nich nie dopuÅ›cili, zabijajÄ…c lidera, zanimby cokolwiek zdziaÅ‚aÅ‚. Rozumieli jednak, że przeobrażenia sÄ… nieuniknione i nie ma znaczenia to, kto ich dokona.
– Niekiedy ktoÅ› latami walczy, pokonuje najwiÄ™ksze trudnoÅ›ci, wychodzi caÅ‚o z najgroźniejszych opresji, a miesiÄ…c po wycofaniu siÄ™ do spokojnego życia ginie w banalny sposób – odparÅ‚a neutralnie Oriana. – Być może Anthony odszedÅ‚ we wÅ‚aÅ›ciwej chwili. DokonaÅ‚ wielkich rzeczy, ale gdyby w kolejnych latach wypaliÅ‚ siÄ™ i nie poradziÅ‚ sobie z pojawiajÄ…cymi siÄ™ problemami, nie zostaÅ‚by zapamiÄ™tany jako najwybitniejszy lider w historii europejskiej spoÅ‚ecznoÅ›ci.
– Czy przeciÄ™tny Pierwszy KapÅ‚an nie dokonuje na co dzieÅ„ donioÅ›lejszych czynów? – dociekaÅ‚a z powÄ…tpiewaniem Emily.
– Zapominasz, że o kapÅ‚anach wiedzÄ… nieliczni – odparÅ‚a Oriana, przekonana, że dziewczynka doskonale pamiÄ™ta o tym fakcie. Emily zwyczajnie nie mieÅ›ciÅ‚o siÄ™ w gÅ‚owie, że ktoÅ› może nie pożądać sÅ‚awy czy choćby uznania ogółu. – Ty stanowisz bardzo szczególny przypadek, dlatego uczysz siÄ™ naszej historii w innym trybie niż twoi rówieÅ›nicy. Nawet dzieci ksztaÅ‚cone na przyszÅ‚ych kapÅ‚anów w tym wieku nie poznajÄ… jeszcze rzeczywistej struktury organizacji. JeÅ›li bowiem ostatecznie okażą siÄ™ nie dość utalentowane, żeby dostÄ…pić wtajemniczenia, przesuwa siÄ™ je do wyspecjalizowanych sÅ‚użb, których szeregowi pracownicy nie wiedzÄ…, komu naprawdÄ™ podlegajÄ….
– Co to za przyjemność sprawować wÅ‚adzÄ™, kiedy prawie nikt nie wie, że rzÄ…dzicie?
Przyjemność. To dziecko używało dziwnych sformułowań. Z drugiej strony, skąd Oriana miała wiedzieć, jak zapatrują się na władzę jedena... no, już prawie dwunastolatki? Emily marzyła o rządzeniu światem, rojąc sobie zapewne, że sprowadza się ono do siedzenia na tronie i uśmiechania się wyrozumiale do poddanych. Była wyjątkowa, wierzyła, że kiedyś społeczność legnie u jej stóp, a nie dostrzegała jeszcze ogromu związanej z władzą odpowiedzialności.
Wizje dziewczynki dotyczyły wszakże odległej przyszłości, na razie zaś czekało ją ważne zadanie. A tymczasem Colin przebywał Bóg wie gdzie, porzuciwszy poszukiwania siostry na rzecz innych zainteresowań. Jeśli wkrótce go nie namierzą, misterny, realizowany przez lata plan Larsa może zakończyć się porażką. Oriana powątpiewała, czy zostawianie chłopakowi swobody było trafnym posunięciem. Ale wówczas i tak nikt nie pytał jej o zdanie. W zasadzie w tej kwestii niewiele się zmieniło. Wszystkie decyzje podejmował Lars.
***
Na dworze rozległ się pisk opon hamującego gwałtownie samochodu. Colin podszedł do zamkniętego okna i zerknął przez nie z kwaśną miną. Tak jak podejrzewał, kolejny kierowca w ostatniej chwili stwierdził, że jednak nie zdąży przejechać przed pieszym na pasach. Cholerne miasto. W tym wszechobecnym, nieustającym nawet nocą hałasie nie sposób było odzyskać spokój ducha, ale Tin nie chciała słyszeć o wyjeździe na łono natury. Twierdziła, że tutaj czuje się świetnie.
Colin zacisnÄ…Å‚ pięści, starajÄ…c siÄ™ zdusić narastajÄ…cy w nim gniew. Jemu z pewnoÅ›ciÄ… nie sÅ‚użyÅ‚a ta przeklÄ™ta Warszawa. Opór Tin wydawaÅ‚ mu siÄ™ wyjÄ…tkowo gÅ‚upi i szkodliwy, ilekroć jednak próbowaÅ‚ na niÄ… naciskać, choćby delikatnie, okazywaÅ‚o siÄ™, że jej nie rozumie, nie szanuje jej upodobaÅ„ i – ogólnie – osobnik pokroju Colina nie zasÅ‚uguje na takÄ… dziewczynÄ™. Nie mówiÅ‚a tego, oczywiÅ›cie, nie wyczytaÅ‚ też niczego z jej myÅ›li, ale wystarczaÅ‚y mu jej sugestywne spojrzenia.
Kroki na klatce schodowej. Colin z niechÄ™ciÄ… zmarszczyÅ‚ brwi: nie lubiÅ‚ przebywać w mieszkaniu sam na sam z Matem, ale gdyby teraz oznajmiÅ‚, że wychodzi, wyglÄ…daÅ‚oby to na ucieczkÄ™. Laski gdzieÅ› wywÄ™drowaÅ‚y, na zakupy albo do kina – nie spytaÅ‚, bo na pewno nie powstrzymaÅ‚by siÄ™ od komentarza. Tin potrzebowaÅ‚a swobodnego biegu w zalanym blaskiem księżyca lesie, a nie cholernych miejskich rozrywek!
Mat wyszedł razem z Carol i Tin, dlatego Colin sądził, że chłopak im towarzyszy. A teraz spotkała go niemiła niespodzianka.
W zamku zgrzytnÄ…Å‚ klucz.
– O, jesteÅ› – powiedziaÅ‚ Mat. On także nie ucieszyÅ‚ siÄ™ na widok Colina.
– Gdzie zostawiÅ‚eÅ› dziewczyny?
– PoradzÄ… sobie beze mnie.
Mat nieco zbyt gwałtownie zdjął kurtkę i cisnął ją na szafkę w przedpokoju, jakby zabawa z wieszakiem chwilowo go przerastała. Przeszedł do kuchni, zważył w ręku czajnik elektryczny, postawił go z powrotem na podstawce i włączył.
Colin obserwowaÅ‚ brata, oparty o oÅ›cieżnicÄ™ swojej kanciapki. Wynajmowali coÅ›, co tutaj nazywano mieszkaniem trzypokojowym, choć zdaniem Colina tylko jedno pomieszczenie – to zajmowane przez dziewczyny – od biedy daÅ‚oby siÄ™ nazwać pokojem. PozostaÅ‚e dwa zasÅ‚ugiwaÅ‚y raczej na miano komórek. Zestaw uzupeÅ‚niaÅ‚y: mikroskopijna Å‚azienka z toaletÄ…, ciasna kuchnia i mroczny przedpokoik.
– Gdzie je zostawiÅ‚eÅ›? – powtórzyÅ‚ Colin, głównie dlatego, żeby gówniarz nie zbywaÅ‚ go jak byle pÄ™taka.
– RozstaliÅ›my siÄ™ pod drzwiami kawiarni, okej? – burknÄ…Å‚ Mat. – Rano. MówiÄ™ ci, Å›wietnie sobie radzÄ… we dwie. Nie musimy ich niaÅ„czyć, wiÄ™c zajmijmy siÄ™ wreszcie poszukiwaniami, zamiast tkwić tu bezczynnie.
Nie po raz pierwszy chłopak sugerował, że tracą w Polsce cenny czas, lecz nigdy dotąd nie wyraził tej myśli tak otwarcie. I z taką pasją. Colin przyjrzał się bratu spode łba. Szczeniak coś wykombinował, przy czym właśnie zaczynał wątpić w słuszność swej decyzji. Jeśli zaś nawet Mat dostrzegał, że postąpił głupio...
– Nie ustaliliÅ›my przypadkiem, że poszukiwaniami zajmÄ™ siÄ™ sam? – zapytaÅ‚ cicho Colin. Oczy mu siÄ™ przebarwiÅ‚y.
Mat cofnął się o krok, w głąb kuchni. Drgnął, kiedy pstryknął czajnik, sygnalizując koniec gotowania.
– Teraz robisz to celowo – powiedziaÅ‚ chÅ‚opak tonem, który miaÅ‚ chyba wyrażać pewność siebie. – Przecież widzÄ™. Wtedy... wtedy wyglÄ…daÅ‚eÅ› inaczej, jakbyÅ› faktycznie zamierzaÅ‚ mnie zaatakować.
Szczyl miaÅ‚ racjÄ™, Colin w tej chwili kontrolowaÅ‚ barwÄ™ oczu – po prostu podobaÅ‚ mu siÄ™ efekt, jaki wywieraÅ‚o na bracie wilcze spojrzenie. Jednakże nawet gdyby jego oczy staÅ‚y siÄ™ bursztynowe pod wpÅ‚ywem wÅ›ciekÅ‚oÅ›ci, sporo by go dzieliÅ‚o od tamtej Å›lepej furii na autostradzie. ZamierzaÅ‚ zaatakować, cóż za niedomówienie! RozszarpaÅ‚by Mata, gdyby ten choć kilkadziesiÄ…t sekund dÅ‚użej ociÄ…gaÅ‚ siÄ™ z opuszczeniem samochodu.
Dziś Colin nie rozumiał, jak mógł do tego stopnia stracić panowanie na sobą, by realnie zagrażać bratu. Z drugiej strony, zdawał sobie sprawę, że tamta furia w nim drzemie, tuż pod powierzchnią codziennego spokoju, na którego osiągnięcie pracował ciężko w minionych tygodniach.
PracowaÅ‚ nad sobÄ… tylko ze wzglÄ™du na Tin. Tin smutnÄ… i wyciszonÄ…, w której obecnoÅ›ci każdy jego wybuch wypadaÅ‚ wrÄ™cz karykaturalnie. Zarazem nic tak nie doprowadzaÅ‚o Colina do szaÅ‚u jak ten jej ponury spokój, milczÄ…ce cierpienie, zupeÅ‚nie, psiakrew, bezpodstawne. WychodziÅ‚, uciekaÅ‚ od niej i włóczyÅ‚ siÄ™ po mieÅ›cie, gdzie przecież próżno byÅ‚o szukać ukojenia dla nerwów – a jednak zdoÅ‚aÅ‚ odzyskać samokontrolÄ™. Zgoda, do peÅ‚nego opanowania wiele jeszcze Colinowi brakowaÅ‚o, niemniej sam czuÅ‚ siÄ™ zaskoczony poczynionymi postÄ™pami.
Nie wykluczał jednak, że gdyby nagle przyszło mu spędzić dwadzieścia cztery godziny w towarzystwie brata, całą jego pracę nad sobą trafiłby szlag. W minionych tygodniach w miarę możliwości unikali się nawzajem; Colin nie spodziewał się, że chłopak okaże się tak tępy, by ponownie wyskakiwać z propozycją wspólnej wyprawy w poszukiwaniu Emily.
– Dobrze wiesz, że współpraca nam siÄ™ nie uÅ‚oży – powiedziaÅ‚ Colin, przywracajÄ…c oczom normalnÄ… barwÄ™. Å»eby znowu nie byÅ‚o, że to on wszczyna spory. – PrzestaÅ„ naciskać.
– Nasza współpraca nie musi polegać na tym, że staniemy siÄ™ nierozłączni. – Mat z wahaniem wyjÄ…Å‚ kubek z szafki. – Chcesz kawy?
Colin potrząsnął głową: nie chce żadnej cholernej kawy i niech gówniarz nie zmienia tematu.
– Podzielmy siÄ™ zadaniami – podjÄ…Å‚ chÅ‚opak. – Ale zacznijmy wreszcie coÅ› robić.
– Na przykÅ‚ad co? – rzuciÅ‚ wyzywajÄ…co Colin.
Był pewien, że Mat zna odpowiedź. Poruszył temat Emily w jednym celu: żeby zakomunikować Colinowi, co wymyślił. Tyle że najwyraźniej opuściła go odwaga. Zamiast odpowiedzieć na pytanie, zajął się starannym odmierzaniem wsypywanej do kubka rozpuszczalnej kawy.
– PlanowaÅ‚em objazd różnych miejsc kultu w nadziei na podpowiedź przeczucia – odezwaÅ‚ siÄ™ znów Colin. – Tylko że to Tin miaÅ‚a sÅ‚uchać gÅ‚osu przeczucia, a ona... sam widzisz. SÄ…dziÅ‚em, że szybciej siÄ™ otrzÄ…Å›nie. Bez jej pomocy miotaÅ‚bym siÄ™ bez sensu z miejsca na miejsce.
– SkÄ…d wiesz? – zaatakowaÅ‚ Mat. – Może byÅ› siÄ™ natknÄ…Å‚ na jakÄ…Å› wskazówkÄ™, kogoÅ› zobaczyÅ‚ lub zwÄ™szyÅ‚? Albo twoje wÅ‚asne przeczucie by ci coÅ› podsunęło? No bo wyjaÅ›nij mi, czemu ono milczy, skoro wyzwoliÅ‚eÅ› siÄ™ spod wpÅ‚ywu Udona? Co? Może zwyczajnie nie chcesz, żeby przemówiÅ‚o! SiedzÄ…c w Warszawie, nie osiÄ…gniesz absolutnie nic. GdybyÅ› ruszyÅ‚ tyÅ‚ek, miaÅ‚byÅ› choć uÅ‚amek procenta szansy!
– SkoÅ„czyÅ‚eÅ›? – Colin postÄ…piÅ‚ krok w jego stronÄ™, znów pozwalajÄ…c oczom zmienić barwÄ™.
Mat sięgnął za plecy, po czym wymierzył w Colina z leciwego rewolweru.
– ChodziÅ‚eÅ› z broniÄ… po mieÅ›cie? – zapytaÅ‚ wolno Colin, wpatrzony w wylot lufy.
– To Antoine’a.
– DomyÅ›lam siÄ™. Nie o to pytaÅ‚em.
Tak, Colin nie wÄ…tpiÅ‚, że rewolwer należaÅ‚ do Antoine’a, jak również, że byÅ‚ zaÅ‚adowany srebrnymi kulami. Smarkacz naprawdÄ™ strzeliÅ‚by do niego srebrem?
– Nie pozwolÄ™, żebyÅ› mi groziÅ‚ – rzuciÅ‚ Mat, niby buÅ„czucznie, jednakże trzymajÄ…ca broÅ„ rÄ™ka wyraźnie mu drżaÅ‚a. ZaÅ‚ożyÅ‚, że w razie potrzeby postrzeli brata w bark lub udo, ale w stanie takiego podenerwowania równie dobrze mógÅ‚ trafić w Å›cianÄ™, jak i w serce Colina. – Zrób jeszcze krok...
– Spalisz nam kryjówkÄ™.
– Co z tego? Przecież zależy ci na tym, żeby siÄ™ stÄ…d wynieść.
Cholera. Colin przyglądał się bratu. Chłopak chyba nie do końca przemyślał, co zamierza osiągnąć, wyciągając broń, teraz zaś, kiedy już ją trzymał, nabierał przekonania, że powinien jej użyć, jeśli pragnie z tej sytuacji wyjść z twarzą. I w jednym kawałku.
Co dalej? Colin zdołałby doskoczyć do Mata, unikając postrzału, nie zapobiegłby jednak pociągnięciu za spust. Owszem, chciał, żeby się wynieśli z Warszawy, ale niekoniecznie z wielkim hukiem.
– NapisaÅ‚em do Bensona – powiedziaÅ‚ Mat.
Gdyby strzelił, szok Colina byłby niewiele mniejszy.
– Nie podaÅ‚em adresu – dorzuciÅ‚ natychmiast Mat. – WyznaczyÅ‚em mu spotkanie na Dworcu Głównym.
Ale podał Bensonowi nazwę miasta. Gówniarz wyjawił agentowi, gdzie ukrywa się Tin! Colinowi wyrosły pazury, a Mat oczywiście to zauważył. Dłoń z rewolwerem zaczęła mu jeszcze bardziej drżeć, więc podparł ją drugą ręką.
– Cofnij siÄ™, Colin – powiedziaÅ‚ z desperacjÄ…. – ProszÄ™ ciÄ™. PosÅ‚uchaj... – ciÄ…gnÄ…Å‚, mimo że Colin nie zastosowaÅ‚ siÄ™ do jego polecenia. – JeÅ›li to on zabiÅ‚ Paula i pozostaÅ‚ych, chcÄ™, żebyÅ› go wykoÅ„czyÅ‚, rozumiesz? A jeÅ›li przypadkiem... jeÅ›li przypadkiem gra po naszej stronie, może udzieli nam cennej wskazówki.
– PowinieneÅ› byÅ‚ najpierw zapytać mnie o zdanie – wycedziÅ‚ Colin.
Furia. Dawna towarzyszka, którą Colin powitał wręcz z lubością. Gdyby wtedy na autostradzie rozszarpał gówniarza, Tin nic by w tej chwili nie groziło.
– DaÅ‚em ci miesiÄ…c – broniÅ‚ siÄ™ Mat. – Równo miesiÄ…c. RzucaÅ‚em aluzje. CzekaÅ‚em, żebyÅ› zaczÄ…Å‚ dziaÅ‚ać, wysunÄ…Å‚ jakÄ…kolwiek koncepcjÄ™. MiaÅ‚eÅ› szansÄ™. OdrzuciÅ‚byÅ› ten pomysÅ‚ tylko dlatego, że to ja na niego wpadÅ‚em. Sorry, ale lepszy nie przyszedÅ‚ mi do gÅ‚owy. Przynajmniej wreszcie coÅ› zrobisz.
O tak, Colin zaraz coś zrobi. Matowi. Mierzył chłopaka wzrokiem. Gówniarz chyba jednak nie potrafiłby strzelić, ani do Colina, ani do nikogo innego. Czyżby dlatego sięgnął po broń, żeby dowieść samemu sobie, że jednak potrafi? I właśnie przekonywał się, że nie ma dość siły...
Niekiedy Mat zachowywaÅ‚ siÄ™ tak, jakby wolaÅ‚, żeby przed miesiÄ…cem wypadki potoczyÅ‚y siÄ™ nieco inaczej – żeby Carol odrobinÄ™ ucierpiaÅ‚a, pozwalajÄ…c mu wejść w rolÄ™ troskliwego opiekuna. Albo przynajmniej doznaÅ‚a psychicznego wstrzÄ…su, jak Tin. Tymczasem Carol Å›wietnie sobie poradziÅ‚a bez pomocy swego mężczyzny i w dodatku ani przez chwilÄ™ nie sprawiaÅ‚a wrażenia poruszonej zajÅ›ciem.
Cóż, Colin także życzyłby sobie innego przebiegu zdarzeń. Marzyło mu się, by Tin okazała się bardziej samodzielna i bezwzględna, dzięki czemu on mógłby poświęcić się poszukiwaniom siostry spokojny, że w razie potrzeby jego dziewczyna obroni się sama. Cholera.
– Colin, staÅ‚o siÄ™ – powiedziaÅ‚ Mat, teraz niemal bÅ‚agalnie.
W korytarzu za drzwiami znów rozbrzmiały kroki. Co za idealne wyczucie czasu! Czyżby Tin zachowała swe zdolności, a jedynie przed nim odgrywała biedną, zranioną istotkę...? Colin przymknął powieki. W tej chwili byle drobiazg wystarczył, żeby sprowokować go do zaatakowania Mata, a przy Tin nie mógł sobie pozwolić na podobny wyskok.
– Dziewczyny wracajÄ… – rzuciÅ‚ na kilka sekund przed zgrzytniÄ™ciem w zamku klucza, po czym szybko wycofaÅ‚ siÄ™ do swojej klitki, zamykajÄ…c za sobÄ… drzwi.
***
Colin oparł się dłońmi o parapet. Słyszał wymianę zdań między Matem a Carol, banalne słowa powitania. Chłopak najwyraźniej zdążył schować rewolwer, ale z jego głosu przebijało zdenerwowanie, tak że Tin niewątpliwie zorientowała się, że coś nie gra. Nie skomentowała tego jednak. Normalka, ostatnimi czasy milczenie stało się jej podstawowym zajęciem.
Ponoć rozmawiaÅ‚a z Carol – ta ostatnia coÅ› takiego sugerowaÅ‚a, niemniej Colina nie spotkaÅ‚ zaszczyt przysÅ‚uchiwania siÄ™ takim pogaduszkom. No i jak wÅ‚aÅ›ciwie Carol definiowaÅ‚a rozmowÄ™? WystarczyÅ‚y dwa zdania na godzinÄ™?
Do Colina Tin prawie siÄ™ nie odzywaÅ‚a, a jeÅ›li już, to wyłącznie na gÅ‚os, zamykajÄ…c przed nim swój umysÅ‚. Jakby winiÅ‚a go za to, co siÄ™ wydarzyÅ‚o – a takiej sugestii nie potrafiÅ‚ znieść. Zgoda, sprawdziÅ‚y siÄ™ jego najgorsze obawy i podejrzenia, ale przecież nie zmieniÅ‚by biegu wypadków, traktujÄ…c Antoine’a jak zaufanego przyjaciela!
Przede wszystkim, Tin zdecydowanie przesadzała. Colin nie chciał zasłużyć na etykietkę nieczułego drania, ale jego zdaniem nie zaszło nic, co uzasadniałoby tak krańcową reakcję. Szczerze mówiąc, powinna się cieszyć... Stłumił tę myśl. Nie był pewien, czy ona nie wyłapuje jego gniewnych rozważań, mimo że pilnie pracował nad ukrywaniem ich.
No dobrze, wróćmy do spraw bieżących. Mat autentycznie zasługiwał na potraktowanie pazurami. Miesiąc pracy nad sobą, coraz lepsze efekty, a potem gówniarz wyjechał z czymś takim i samokontrolę Colina diabli wzięli.
Odetchnął głęboko. W tej chwili stanął przed problemem znacznie istotniejszym niż własna niekontrolowana agresja. Gdyby dziewczyny im nie przerwały i Colin rozszarpałby Mata, chłopak byłby sam sobie winien, natomiast Benson oznaczał zagrożenie dla nich wszystkich. I znów, Colina na moment zaślepiła furia. Co za durny szczeniak!
KrążyÅ‚ po swojej klitce. W mieszkaniu panowaÅ‚a cisza – nikt nie chodziÅ‚, nikt siÄ™ nie odzywaÅ‚, tak że Colin, wsÅ‚uchawszy siÄ™, wychwytywaÅ‚ oddechy i bicie serc wszystkich trojga. Siedzieli w pokoju dziewczyn.
W gruncie rzeczy chÅ‚opak postÄ…piÅ‚ jak zdrajca, a zdrajców... Colin ponownie musiaÅ‚ siÄ™ upomnieć. TÄ… drogÄ… nigdzie nie dojdzie. Nie zabije brata na oczach Tin, bez wzglÄ™du na okolicznoÅ›ci. ObawiaÅ‚ siÄ™ nawet tego, co sobie pomyÅ›laÅ‚a, jeÅ›li wyczytaÅ‚a z jego wspomnieÅ„ tamtÄ… sytuacjÄ™ na autostradzie. Tak bardzo chciaÅ‚ jÄ… zataić przed Tin... a jednoczeÅ›nie nie potrafiÅ‚ opÄ™dzić siÄ™ od krwawych wizji tego, do czego na szczęście nie doszÅ‚o. “KrzyczaÅ‚” tymi wizjami.
Poszukał pozytywnych stron zaistniałych okoliczności. Mat dał mu doskonały pretekst, żeby wreszcie wywieźć towarzystwo z miasta. Dziewczyny chciały zostać w Warszawie, sprzeciwiały się Colinowi, teraz jednak będą mogły zgłaszać pretensje jedynie do Mata.
Colin po raz ostatni odetchnął, policzył do pięciu i opuścił klitkę.
***
Rzeczywiście, wszyscy troje siedzieli w pokoju dziewczyn, w milczeniu, które Matowi ewidentnie ciążyło, ale zapewne nie chciał robić z siebie idioty, nawijając o bzdurach. Z kolei na to, by się pochwalić mejlem do Bensona, zabrakło mu odwagi.
– Wyjeżdżamy – oznajmiÅ‚ Colin. – Jeszcze dzisiaj. Spakujcie siÄ™.
Dziewczyny spojrzały na niego, Mat natomiast wbił wzrok w podłogę, marszcząc brwi.
– WydawaÅ‚o mi siÄ™... – zaczęła ostrożnie Carol.
– Twój chÅ‚opak powiadomiÅ‚ Bensona, gdzie jesteÅ›my – przerwaÅ‚ jej Colin. – Niewykluczone, że organizacja oddelegowaÅ‚a tu oddziaÅ‚ agentów, którym dano do powÄ…chania nasze rzeczy, nawet coÅ› Tin, jeÅ›li namierzyli jej dom w Langwedocji. Nie twierdzÄ™, że w tak dużym mieÅ›cie Å‚atwo nas wytropiÄ…, ale nie ma sensu ryzykować.
Teraz obie patrzyÅ‚y na Mata, tyle że nie z oburzeniem, jakiego Colin po nich oczekiwaÅ‚. Tin wydawaÅ‚a siÄ™ obojÄ™tna; nie przejęłaby siÄ™ nawet informacjÄ…, że pięć minut temu Benson przechadzaÅ‚ siÄ™ pod ich oknem. Może poruszyÅ‚aby jÄ… wiadomość, że Colin widziaÅ‚ pod ich blokiem Antoine’a. Z kolei Carol przyglÄ…daÅ‚a siÄ™ badawczo Matowi, jakby chciaÅ‚a poznać jego motywy, nim zajmie stanowisko.
– Dlaczego siÄ™ z nim skontaktowaÅ‚eÅ›? – zapytaÅ‚a bez wyrzutu w gÅ‚osie.
– ChciaÅ‚, żebym go zabiÅ‚ – warknÄ…Å‚ Colin – bo twojemu chÅ‚opakowi nie wystarczy na to odwagi.
Mat poderwał się z fotela.
– NapisaÅ‚em do niego dlatego, że już raz nam pomógÅ‚ – rzuciÅ‚ Colinowi w twarz. – Nie wiesz, czy zrobiÅ‚ to na polecenie przeÅ‚ożonych, czy sam z siebie, Å‚amiÄ…c reguÅ‚y. Nie wysÅ‚uchaÅ‚eÅ› jego argumentów, ale już mu przykleiÅ‚eÅ› Å‚atkÄ™ bezwzglÄ™dnego mordercy na usÅ‚ugach organizacji! Kurde, Colin, ty groziÅ‚eÅ› mi dwa razy... – UrwaÅ‚, najwyraźniej zdawszy sobie sprawÄ™, że zaognia sytuacjÄ™.
Super. Najpierw szczeniak sam wyskakuje z zemstą za kumpli jako głównym powodem wezwania Bensona, a kiedy Colin wyraża tę myśl nieco precyzyjniej, wychodzi na wrednego typa, niezdolnego dostrzec szlachetnych intencji pseudołowcy.
– WiÄ™c leć na dworzec, rzuć siÄ™ Bensonowi na szyjÄ™ – poradziÅ‚ mu Colin. – A ja zabiorÄ™ stÄ…d dziewczyny i tym razem nie dowiesz siÄ™ dokÄ…d.
– PrzestaÅ„cie – powiedziaÅ‚a Carol, nadal drażniÄ…co bezstronna.
SpojrzaÅ‚a na Tin. MiÄ™dzy tymi dwiema zawiÄ…zaÅ‚a siÄ™ szalenie irytujÄ…ca komitywa. Colin wiedziaÅ‚, że dziewczyny nie potrafiÄ… rozmawiać telepatycznie, jak on z Tin – w koÅ„cu Carol byÅ‚a tylko czÅ‚owiekiem, pozbawionym choćby najskromniejszych zdolnoÅ›ci parapsychicznych – odnosiÅ‚ jednak niemiÅ‚e wrażenie, że Indianka rozumie siÄ™ z Tin bez słów i wymiany myÅ›li tysiÄ…c razy lepiej, niż Colin kiedykolwiek zdoÅ‚a.
PocieszaÅ‚ siÄ™, że to normalne, że dwie laski szybko siÄ™ dogadaÅ‚y – nawet jeÅ›li gadanie jako takie rzadko pojawiaÅ‚o siÄ™ w ich relacjach. Tylko że, idÄ…c tym tokiem rozumowania, Colin powinien bez problemu znaleźć wspólny jÄ™zyk z Matem. ZaklÄ…Å‚ w duchu.
– Dobrze – odezwaÅ‚a siÄ™ niespodziewanie Tin.
– Pakujmy siÄ™ – zawtórowaÅ‚a jej Carol, wstajÄ…c z kanapy.
– DokÄ…d pojedziemy? – zapytaÅ‚ z wahaniem Mat, kiedy staÅ‚o siÄ™ jasne, że dziewczyny nie poruszÄ… tej kwestii.
– Zaszyjemy siÄ™ gdzieÅ› w lesie – mruknÄ…Å‚ Colin, wycofujÄ…c siÄ™ do swojej klitki.
Nie miał wiele do pakowania, podobnie zresztą jak pozostali. Odpalił laptopa i czekając, aż system wystartuje, szybko wrzucił swoje rzeczy do torby.
Wszedł na satelitarną mapę Polski. Szukał obiecującego lasu, bezpiecznie oddalonego od stolicy, skąd zarazem mógłby w miarę bez problemu wypuścić się na spotkanie z Bensonem. Skoro już drań miał przyjechać do Warszawy, żal byłoby zmarnować okazję do zdobycia informacji.
MusiaÅ‚ przyznać, że w tym kraju jest w czym wybierać. Aż skÅ‚aniaÅ‚ siÄ™, by uwierzyć opowieÅ›ciom mÅ‚odocianej francuskiej waderki o ponownej kolonizacji tych terenów przez czÅ‚onków spoÅ‚ecznoÅ›ci. “Cudowne miejsce, gdzie można zaznać dzikoÅ›ci, ale na przyjazd tutaj trzeba sobie zasÅ‚użyć” – jakoÅ› tak siÄ™ wyraziÅ‚a. OczywiÅ›cie, dla Å›wiadomego zza oceanu nie byÅ‚by to żaden cymes, biorÄ…c jednak pod uwagÄ™ lasy, jakie Colin widziaÅ‚ dotÄ…d na Starym Kontynencie, nie zdziwiÅ‚by siÄ™, gdyby każdy europejski Å›wiadomy pragnÄ…Å‚ przenieść siÄ™ wÅ‚aÅ›nie do Polski. Idealna kombinacja ciÄ…gle zdrowej natury z w miarÄ™ stabilnÄ… sytuacjÄ… politycznÄ….
Colin puknął palcem w ekran i zapamiętał nazwę miejscowości.
|
| Klemens
| | 2010-02-19 18:38:13
| |
| |
| |
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|